ZeszytyPoetyckie.pl
  • WYDAWNICTWA
  • WYDARZENIA
  • DEBIUTY
  • KRYTYKA
  • POEZJA
  • START
Krzysztof Ciemnołoński

 

fortepian chopina


w stalowej konstrukcji drzemie obietnica uśpione

marzenie drobnych sprzedawców pietruszki i gwoździ

miało być centrum handlowe powstał ledwie zarys

rzucony jak śmieć w rozorany placyk ideał sięgnął

bruku coście uczynili mieszańcy ursynowa że kaczki

wodują w fundamentach a widma fortepianu


i cegły przychodni lekarskiej stopniowo pochłania

ziemia wystarczy zasadzić ławki i wolno puścić pnącza

urban park przypomni ilustracje z katastroficznych

książek gdzie ludzkość nagle przestaje istnieć a planeta

odzyskuje swoje dawne wpływy w tej konwencji świetnie

obroni się pierwsza miejska sypialnia pełna jak świt


blada jak mit który poznają dopiero następne pokolenia

świętując dni przedostatnie w betonowych łonach

zanim świat się zejdzie i zmiecie to wszystko


zgodnym głosem

 

urodzaje


oto przewlekłe dzieci rzucone z łona ziemi

w harmonię ławic w wodzie mamy pojemniejsze ciała

dumnie nosimy ciężkie piersi z wodorostów i światła

a śmierć ma jeszcze znaczenie gdy znaczy tyle


co koniec chwała naturze że jest tak kurewsko obojętna

dla światów które nie nadejdą choć jesteśmy bardziej

przed lub w trakcie przecierając pamięć w dawne rejestry

przejść (szklane góry) a postacie z fotografii to często

więcej niż sny ciemne łąki ciemne łona byle dalej

od skupisk pisze się pleśń pieśń przeludnień


istnieją sensacje o których nie śnimy ani śladu histerii

póki dochodzimy na zapas bierz zamach za nas

 

 

musique d’ameublement


cisza nie istnieje: rytmem będziesz jego

wtyczką tu jeśli można zaufać dźwiękom


ulice regularne jak nigdy – miasto to tylko oś

światła ty śpisz albo udajesz i milczysz zaciekle

w wiersz wtulona on chłonie to złudzone ciepło

tu życie się toczy tam ledwie zagnieżdża

czas wypełniony po brzegi własnoręczne mapy

i listy miłosne w końcu na jaw wydane

co wtedy?


na razie pożar nad wszelką

wątpliwość

 

 

classic new romantic


piosenka jest dobra na wszystko a my

wybieramy te łatwe kiedy węglem cennym

się staje i ostrzy głos ciężki od widzeń


słodkie radio luksemburg wolne róże europy

barykady hymny sztandary w tłumaczeniu

z innego na nasze


by dać się sprowadzić do pionu by

przypomnieć o dawkach i światłach

ostatecznie więź pozostanie


każdy proces wstrzymany

jak oddech

 

 

żarnowiec


jezioro żartem wplątane w sprawy atomów

czarna chmura toksyn i betonowy ogród

sieją spustoszenie tylko w wyobraźni


niszczeje zapisana w wodnistych snach

ponura konstrukcja zaskórnie dostępna

korzeniom roślin i lepkim rękom kwitną


stalowe kwiaty jak kikuty ciał obrócone

w kamień nieskończone samotne aż cofa się

ptactwo zebrane na żer ognie świętego


elma rozbłyskują na rozgrzanej ziemi

widmo elektrowni w sinej trawie we mgle

powoli wrasta jak pręty w wodę


w rytm lasu tam gdzie jest miejsce

 
Copyright 2012 | ZeszytyPoetyckie.pl | Redakcja | Mapa serwisu | Regulamin