ZeszytyPoetyckie.pl
  • WYDAWNICTWA
  • WYDARZENIA
  • DEBIUTY
  • KRYTYKA
  • POEZJA
  • START
Omir Socha - prezentacja

***


Każdy kto pisze. To inaczej pisze

Kupiec jego litery jak statki

Zaokrąglone przed wodą. Stabilne przed burzami

Są słowa dziewczyny, która zwykła kochać,

Inaczej rzemieślnik, co powtarza ozdobne

Krzesło i kredens w stylu art deco dłutem rzeźbiąc

Zawijasy pióra, inaczej napisze pielgrzym

Który nogi stradał, jego pismo wędrować będzie

Do świątyni inkaustu bez uczucia zmęczenia

Pod jasnym słońcem pergaminu.



Eksplanans


dlaczego twarz, dlaczego jasna, dlaczego widzę

dlaczego ból, dlaczego głos, dlaczego słyszę


dla twojej chwały, dla mojej mizerii


dlatego twarz, dlatego jasna, dlatego widzę

dlatego ból, dlatego głos, dlatego jesteś


czasem odchodzisz

czasem znikasz

dlatego czuwam


coraz mniej śnię poza tobą


dla twojej chwały, dla mojej mizerii

dlatego jesteś, dlatego chwalmy, dlatego piszę:

chwalmy ciało urojone i poezji ołów


 

 

chleb


nie znaleźliśmy dzisiaj w sklepie Tęcza

alternatywnej drogi wyjścia z getta

dla dzieci Korczaka nie planowaliśmy


nowej Jerozolimy kupując 180 litrów kory sosnowej

nie sadziliśmy drzew na pustyni

aby zaludnić piasek


w banku nie decydowałem dzisiaj

o wybudowaniu nowych gmachów

oper fabryk ani o wytyczeniu parków


nie kupiłem w sklepie z farbami

krwi boga aby ją trzymać

w butelce po winie w piwniczce dobry rocznik 33


nie kochałem się dzisiaj aby uratować ciebie od zarazy

oglądałem telewizję aby nie słyszeć głosów we mnie

nie spotkałem żadnych syren


na stronach porno nie kołysały

ulicami nie zapadły się do piekła

rozżarzone dzwony



Coś strasznego

                                     Josephowi Conradowi

 

to co widzę i czego nie rozumiem stało się synonimem

ograniczony madre dermą poeta szuka tematu


między umysłem właściwym a odczuwaniem czaszki

na tej planecie substancji żywej ale martwej podróżuję


w kamieniach soli i rzekach kolorowych karuzel

lecz nie zmieni to ich natury ani naszej


kiedy mylą mnie z mędrcem

zasłaniam się natchnieniem wystawiam smak na próbę


i piszę na szkieletach pokładami kredy

posypuję wapnem salony i chłopskie podłogi


nic się nie dzieje, niewiele się zmienia

 

 

gofry

 

smażę gofry a na końcówce ciasta

ostatni jasny i plaskaty wyszedł trochę

podobny do twarzy Św. Józefa z obrazów Giotta


coś dobrze skojarzyłem bo skrzywił się

na swoje wcielenie

ale takie emanacje Boga jakie czasy


mała wylewka na usta i halo halo powiedział

mączny pędzelek z miodem spadziowym


mam serce dla was

ale nie mam twarzy ani ust

bo wy jesteście moimi słowami



muszle


mój czas nie jest liniowy

ani poszarpany jak rękaw starego płaszcza

lecz rozciąga się na małej spirali


wielkości uszka w barszczu

na uczelni

w pracy czas jest w drodze w drodze


i kołysze się jak haczyk na wędce

kredo na ścianie wyroczni

albo breloczek w samochodzie


taki czas może płynąć

co najwyżej w prawo albo w lewo

trochę przyspieszyć

zwolnić

lub wirować wokół kobiecych ust


gdyby go zebrać

przypomina

muszle rozrzucone nad brzegiem

falującego

morza


a gdy przypłynie łódź bez wioseł po mnie

jastarnia niebieska zagłuszy korowód



dead can dance


po siedmiu nieudanych próbach

Jozuego nie cieszą szarańcze

kiedy pożerają plony wyniosłych Egipcjan


gdy dobierają się do wody Moabitów

gdy rdza inflacji oblazła złoto Fenicjan,

ale nie drgną kamienni bogowie murów Jerycha


Jozue rozumie że anioł pański znowu jest wroną


nie nadleci więcej w chmurze wilgotnego pyłu

aby rozłożyć nogi morza czerwonego

zamiast tego zajęty jest budowaniem


wrzecionowatego gniazda. bóg także uwielbia gadżety

stąd ptaki na niebie i szarańcze


szepczą Jozuemu że żadna Estera

nie wpuści zwiadowców do miasta, za bardzo jest zajęta,

zapisała się na kurs tańca, wieczorami ogląda


najnowszego dead can danca, Estera mówi:

uwielbiam tańczyć, a oni chyba szczęśliwi

spójrz na ich płaskie brzuchy-


apokryfy według świętego Danca, jak oni tańczą!

szczupli i aseksualni jak dwie skamieniałe miednice


które obnoszą kapłani w arce dookoła Jerycha

a potem kiedy zamiast murów z wdziękiem opadną kurtyny

skleją wieki jak stronice



Z życia obrazu: Wiosna – Krajobraz z Tobiaszem Jacka Malczewskiego


Giorgione albo Tycjan uczyli Malczewskiego

jak narysować pojedyncze drzewo stąd


nieskończoność czeka na bociany aż zbudują gwiazdę

wędrowcy brodzą w zimnych pagórkach po kostki


Tobiasz w krótkich spodenkach któremu anioł

opowiada kobiecym głosem z GPS-u historie biblijne:


tutaj inaczej niż na Zachodzie

pagórki znają się na swojej robocie


wśród nich korowód pomników i obozów

rącze kobiety zaprzęgnięte w osikowe małżeństwa


z pierzynami prześcieradłami obszyte poszwami

organy grają symfonię z dzieciństwa


tam gdzie dzwonnice

w starych kapliczkach łapią węgorze w sieci


mój brat Rafael

postradał zmysły zbyt długo przebywał wśród ludzi


teraz jest wart tyle ile ciało pod kopcem

kiedy w gardle stoi postna zupa na ościach,


i chociaż gwiazda nie nadchodzi – my idziemy

ze zdechłą rybą dla ojca


 

barok postindustrialny


wiem, rozpierzchli się Polacy

po centrach handlowych macho i

bezelowe madonny kserokopie katedr


z pociągu jadącego przez Polskę

rozwijam zaciśniętą na oczach wstążkę

to barok postindustrialny


kopalnie i z gipsu niewierne

kserokopie katedr

owale

karne zakłady chemiczne


przetwórnie tlenu

kanty

budynki jak wnętrzności

dawno wymarłych liter


fabryki żelatyny madonny Mironowe

rozpłatane znaczenia

za każdym zachodem

rekonesans cienia

 
Copyright 2012 | ZeszytyPoetyckie.pl | Redakcja | Mapa serwisu | Regulamin