ZeszytyPoetyckie.pl
  • WYDAWNICTWA
  • WYDARZENIA
  • DEBIUTY
  • KRYTYKA
  • POEZJA
  • START
Agnieszka Gałązka

(Nagroda im. Andrzeja Krzyckiego 2010)

 

z dzieciakiem trzeba krótko,


nie luzować smyczy za bardzo,
musi znać swoje miejsce: przy nodze. puścisz szczeniaka samopas
i wyrośnie z niego bydlę.

babka miała swoje metody wychowawcze: kiedy byłem niegrzeczny
udawała, że umiera - spuszczone powieki, splecione palce
na suchej piersi i wołanie: gdzie moja gromnica, zapalcie gromnicę,
zasłońcie zasłony! widzisz, co zrobiłeś, starą babkę wpędzasz do grobu.


za to ojciec wychowywał bez słów i teatralnych gestów, zwyczajnie
podsuwał pod nos skórzany pasek i wiadomo było czym to pachnie.
mój tata jest pracoholikiem - pracuje i pije, mama mówi, że jak dorosnę,
to pójdę w jego ślady, nie wiem tylko czemu wtedy płacze.

 

*

nie wiedzą, że piszę. babka przewróciłaby się w grobie, ojciec przemilczał -

a wiadomo czym pachnie takie milczenie; matka załamałaby ręce. dla ich dobra

udaję, że jestem mężczyzną - haruję na chleb, mam żonę i syna.

codziennie wycinam ich z papieru, puszczam na wodę białe łódeczki,

czekam aż do mnie dopłyną.

 

 

projekcje albo szukanie różnic

przykro mi, że nie jestem doskonała, że brakuje mi ciebie,
że pytałam i zasłaniałam oczy, że widziałeś mnie nagą i
zapomniałeś

(*** Monika Mostowik)

o trzeciej nad ranem (w nocy?) nie mogę znaleźć
miejsca. to łóżko nie ma brzegów, gubię się w fałdach
prześcieradła

rozpościeram sen, wbijam pinezki w krawędzie -
- zaczynamy projekcję: ta kobieta jest silna, końce świata
połyka bez mrugnięcia i wgryza się dalej w nowe.
jej nie spada na głowę niebo ani niekochanie. zgrzyt,
 

błysk. koniec taśmy. zwijamy
się stąd. to nie jest dobry czas na lśnienie, nie znajdą nas
w popielniku, zagrzebiemy się głębiej zanim

rozjaśni się na dobre, powiem ci jeszcze,
że tęsknota, to dziwne słowo - brzmi podobnie jak
ochota, tylko mniej wyraźnie.

 

 

awers

 

podobno picasso mieszał farby ze spermą, żeby jego sztuka była
nieśmiertelna. nie mam tak łatwo: nie produkuję białka
w tej postaci ani nie maluję. poezja kobieca zawsze była poszkodowana,
nawet jeśli trwała dłużej niż okres.

dlatego ja, kobieta, piszę w męskiej skórze by bezkarnie obrażać,
być szowinistą, mizoginem. i niech zleci się stadko kur, niech gdaczą:
ko, ko, ko - chana, jak tak można? no jak?

zwyczajnie. pewnie, że mogłabym po babsku pisać o złamanym sercu,
kwilących słowikach i złym mężczyźnie (albo dobrej miłości),
wysiadywać wiersze jak jaja, ale wolę być kogutem: zapładniać
wątpliwościami.

 

 

wiersz, w którym podmiot jest głupią dupą

 

za drzwiami w szafie też jest lew. zjem cię - kłamię,

żeby nie powiedzieć, że tak naprawdę chciałabym pogłaskać.

 

parę lat minęło, ale urosły mi tylko cycki, średnica

głowy niezmienna; pcham ją tam, gdzie nie chcą,

tłukę o każdy napotkany głaz, może w końcu pęknie?

 

wszystkie ostre podmioty, które mam w sobie

służą za skalpel. rozcinam i pokazuję lekko zaróżowiony

środek. chciałabym żebyś to zobaczył, dotknął

bez obrzydzenia.

 

póki co, owijam prześcieradłem, tworzę odbicie

widoczne tylko pod światło.

 

 

o wchodzeniu

 

chciałabym cię poczuć w środku,

czytelniku. każdego dnia nowe szaty pisarza,

który jest nagi. by to zobaczyć potrzebujesz serca

z alergią na słowo. takie będzie puchnąć, otwierać

kanaliki chłonące bolenie, lęki drżących liter.

 

racjonalnie nie podchodź. niech odbierze ci rozum.

w zamian da sedno ukryte pod warstwą uklepanego

torfu. pod ziemią może być wszystko: wybielone gnaty,

korzenie, źródło.

w tej kolejności nie ma przypadku,

a ciąg przyczynowo - skutkowy jest przykrywką,

jak wieko studni, pod którym tonie księżyc i twarze

młodych dziewcząt.

 

 

za płeć płacę słono

 

johnny, nie mówię do ciebie. jesteś mężczyzną, zrozumiesz

na opak. jest ochota, by nacisnąć czerwony przycisk,

ale nie wiadomo, co się wtedy stanie.

 

johnny, zbudujesz nam little house on the prairie? kaktusy,

dzikie węże, piaskowce. wszystko da się oswoić albo pojąć.

czerwony guziczek kusi dalej, widzisz napis?

 

johnny, nie wszystkie potrafią tańczyć kankana, świecić

kolanami na wysokość oczu. koronki, tiule trudno wyjąć z oka.

wydaje ci się, że widziałeś wszystko? czerwony mruga.

 

johnny, johnny to nie musi skończyć się źle. przemierzymy

pustynne szlaki w dziurawych butach, tylko wybierz:

karawana czy karawan. płeć ma duże znaczenie. czerwony.

stop. 

 
Copyright 2012 | ZeszytyPoetyckie.pl | Redakcja | Mapa serwisu | Regulamin